![]() |
Źródło zdjęcia: http://idawer.bloog.pl/id,330817016,title,przyplatal-mi-sie-smutek,index.html?smoybbtticaid=6132ca |
Drżącymi
rękami próbowałam otworzyć drzwi garażu, które stawiały mi teraz zażarty opór.
Samochód odpalił, pospieszając mnie miarowym naciskiem na pedał gazu.
-Szybciej,
szybciej, szybciej – powtarzałam cicho. Nie dopuszczałam do siebie żadnej
myśli, najmniejszej iskry uczuć. Zostawiłam w sobie jedynie ów nakaz pośpiechu,
do którego wdzierało się coraz bezwzględniej, realne widmo paniki. Oddech
przypominał bardziej wymuszony świst, zmieszany z westchnieniem ulgi, w
momencie gdy drzwi nareszcie stanęły otworem. Ciemna noc, przypominająca
bezmiarem toń oceanu, wdarła się do tego skrawka bezpiecznego świata, w którym niegdyś
wierzyłam, że nie może spotkać mnie nic złego. Włączając światło, by odnaleźć w
sobie choć iskrę spokoju, jedną ręką sięgnęłam po telefon, który jak
zauważyłam, po raz kolejny odgrywał już zawzięcie melodię dzwonka.
- Halo –
powiedziałam, odbierając.
- To już
koniec. Nie ma już żadnej nadziei – usłyszałam starszego człowieka, którego
głos niósł ze sobą nieprzemijające brzemię, wynikające z poznania bólu każdego
wieku.
Telefon
nieomal wypadł mi z ręki. Z gardła wydarł się krzyk, którego nie mogłam powstrzymać.
Nie przypominał niczego co znałam. Przedarł się przez otaczającą mnie ciemność,
rozdarł ciszę na dwoje. Ale nawet gwiazda nie upadła pod ciężarem tego
cierpienia. Nie wiem kiedy moje policzki pokryły się łzami. Wbiegłam pod koła
ruszającego samochodu. Nie myślałam o niczym. Podałam telefon kierowcy
samochodu, który przyłożył go do ucha, wysłuchał w milczeniu tych kilku słów,
po czym oddał mi go i ruszył bez słowa, w rozprysku rozrzucając kamienie.
Padłam na kolana cicho szlochając. Czułam, że mogłam oddać wszystko, byle utrzymać
to jedno życie tutaj, na ziemi. Błagałam Boga o cud, obiecując mu wszystko co
miałam. Padały kolejne słowa, przemieniające się w groźby, prośby i błagania.
Odmawiałam kolejno każdą modlitwę, którą znałam, bojąc się, że jednej zabraknie
i wszystko pójdzie na marne. W pewnym momencie bez sił opadłam, opierając się
teraz już na własnym posłaniu. Czułam się pusta. Nic nie mogłam zrobić, a tak
bardzo się bałam.
Minęła ta noc,
której już nie pamiętam. Minęły kolejne dni. Jestem teraz przy jej łóżku,
ciesząc się, że tym razem szelest moich ubrań, nie wytracił jej, z niespokojnie
delikatnego snu. Spoglądam na jej twarz, prosząc jedynie w duchu o kilka
spokojnych godzin, o drobną chwilę wytchnienia, która da jej ukojenie. Tak
bardzo chciałabym, aby jutrzejszy ranek był dla niej piękniejszy, aby miała
więcej siły by zmagać się z życiem.
Niektórzy
mawiają, że dostajemy tylko tak wielki ciężar, jakiego jesteśmy w stanie udźwignąć.
Ona jest wspaniała, wyjątkowa. Lecz przede
wszystkim, chociaż zapewne tak nie uważa, jest silna. Ciągle mimo wszystko
potrafi się śmiać.